Aktualności Stowarzyszenia Informacje lubiąskie  
Lokalizacja
- w Europie
- w Polsce
- w regionie
- w powiecie
- plan wsi
- okiem ptaka
Historia
- Lubiąż
- legendy
- Cystersi
- lokacja klasztoru
- Michał Willmann
- Sekularyzacja
Przyroda
- Odra
- Natura 2000
- rez. Odrzyska
Turystyka
- zabytki
- ścieżka edukacyjna
- Szlak Odry
- Kajaki, rowery
- Szlak Cysterski
- baza noclegowa
- gastronomia
Ekomuzeum
- idea
- nasza grupa
- Centrum Informacyjne
- wydarzenia kulturalne

statystyka

Od dnia 01. 02. 2008r. odwiedzilo nas
osób

Wydarzenia kulturalne

Wystawa "Szlakiem Odry" :







Koncert "Jazz i Sacrum" :





Koncert tria Pawła Kaczmarczyka „In Space” w Kościele dawnego opactwa cysterskiego
w Lubiążu, 8.IX.06r.
Organizatorzy: Jazz Club Blue Monk, Stowarzyszenie „Lubiąż”, Fundacja „Zielona Akcja”

O wnętrzu

Wyobraźcie sobie gotycką (w głównym zarysie) nawę kościoła bez wystroju i sprzętów. Łuki, sklepienia, filary mają tu w sobie coś niematerialnego, jak gdyby powstały nie z kamienia, ale ze snu o idealnym punkcie, w którym zbiegają się wszystkie linie przestrzeni i czasu. I jeszcze coś, co tak genialnie potrafił uchwycić Piranesi, odnajdujący w ruinach element wieczny – niemilknące światło.
Kiedy po raz pierwszy znalazłem się w klasztornym kościele w Lubiążu, nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że panująca tu cisza jest rodzajem oczekiwania – na co? Na odpowiedni kontrapunkt… Na muzykę !

O idei

Tak skrystalizowała się idea koncertu, być może nawet całego cyklu. U jej podłoża legła chęć skonfrontowania ze sobą dwóch przestrzeni symbolicznych – jazzu i sacrum. Sens tej idei nie ograniczał się jednak do próby zdefiniowania muzyki w kategoriach religijnych, chodziło raczej o znalezienie inspirującego artystycznie wnętrza o charakterze sakralnym, które przyczyniłoby się do powstania nowej jakości estetycznej, nieosiągalnej w klubie. Bo tylko w takich niecodziennych warunkach można uzyskać specyficzny rodzaj skupienia, dzięki któremu w jazzowej improwizacji ma szansę pojawić się pierwiastek duchowy. Paradoksalnie najbardziej nadawała się do tego zdegradowana przestrzeń opuszczonego kościoła, pozbawiona zewnętrznego „decorum” przez to sprowadzona do istoty rzeczy, czyli metafizycznego wymiaru samej architektury.
Dodatkowa jej zaleta – uwalniała nas od jednoznacznych skojarzeń z religijnym rytuałem, zyskując dzięki temu na uniwersalizmie.
Nie mnie oceniać, czy to się powiodło. Ograniczę się zatem do relacji z koncertu, wzbogaconej o własne, subiektywne wrażenia.

O koncercie

I znów odwołam się do wyobraźni czytelnika: to samo surowe wnętrze kościoła, tyle że o zmierzchu, a w nim ze dwie setki płonących świeczek – efekt piorunujący, chociaż osiągnięty w banalny sposób. W transepcie zaimprowizowana scena: trzy instrumenty, cztery reflektory i to wszystko. Występ z założenia akustyczny, jednak z konieczności pianino zostaje lekko amplifikowane. Widownia bardzo blisko muzyków, otacza ich z trzech stron. Nieoczekiwanie w tej wielkiej przestrzeni powstają prawdziwie kameralne warunki. Maciej Nejman (Stowarzyszenie „Lubiąż”) zapowiada artystów:
Paweł Kaczmarczyk – pianino, Maciej Adamczyk – bas, Łukasz Żyta – perkusja.
Nazywają się nomen omen „In Space”.

Kiedy zaczynają grać, określenie Standard Trio narzuca się samo, nie tylko ze względu na repertuar złożony z jazzowych „klasyków”. W ich muzyce słychać oczywiste pokrewieństwo z Jarrettem. Jest w niej liryzm i rytmiczne zapamiętanie, swoboda i napięcie, ale też zwyczajna radość gry. Zachowanie pianisty przy klawiaturze przywołuje obraz słynnego Amerykanina – ekspresyjna mimika twarzy, ciało w ciągłym ruchu, dziwne, „nienaturalne” pozy, nucenie pod nosem w chwilach największych emocji. No ale jak tu spokojnie usiedzieć przy takiej muzyce? We mnie też wszystko wibruje od rytmu ! Mimo trudnych warunków (skromniutki instrument, bardzo duży pogłos) Kaczmarczyk potrafi wydobyć dźwięki, w których jest… światło. Zabieram je ze sobą do domu – nie ja jeden.

O oprawie

Dzięki gospodarzom (Stowarzyszenie „Lubiąż”, Fundacja „Zielona Akcja”) impreza miała dodatkową oprawę. Przed wejściem stał kociołek z cysterskim grzańcem. Przybyłych częstował nim, jakże by inaczej, mnich w cysterskim habicie („brat” Robert). Byli też rycerze – przyjechali samochodem ! Była i bryczka (bryknęliśmy sobie nią wesoło), a po koncercie biesiada, na którą zaproszono publiczność i muzyków. Przypominała zresztą eleganckie party (szwedzki stół, dobre wina, profesjonalna obsługa) i może dlatego zabrakło tu klimatu. Za to można było skosztować rozmaitych, tradycyjnych specjałów, chociażby rogalików z konfiturą z… zielonych pomidorów – mówię wam, pycha !
Lubiąż to niezwykłe miejsce, mam nadzieję, że Blue Monk zawita doń jeszcze z jakimś pomysłem na koncert, zwłaszcza że są tutaj świetni ludzie, na dodatek złaknieni jazzu.

Relacja z forum internetowego Klubu Blue Monk

webmaster: Jacek Kosmalski